wtorek, 1 czerwca 2010

O feijoa

Dzisiaj mamy z Emilkiem miły i bardzo jesienny kiwi-klimat. Za oknem pada, w domu natomiast intensywnie pachnie owocami feijoa, które bulgocząc sobie w garnku powolutku zmieniają się w pyszną konfiturę. Nie będzie dzisiaj tych pyszności za dużo, ale na poranne tosty będzie przez kilka dni jak znalazł no i jakieś ciasto może też uda mi się zrobić. Może jeszcze przed końcem feijoa sezonu kupię tego trochę więcej i kilka słoiczków się zaprawi, bo potem nie ma wiele w tym smaku w sklepach poza feijoa napojem w formie smoothie, który i tak nie zawsze można dostać.
Zapach i smak feijoa będzie mi się już na zawsze miło kojarzył z jesienną Nową Zelandią. Szkoda, że przez internet nie da się przekazać zapachu i smaku :), jedyne czym mogę się z wami podzielić, to zdjęcie:


Smak natomiast mogę tylko opisać: trochę kwaskowaty, słodki, ale nie jakoś bardzo, delikatnie cierpki. Generalnie smak bardzo specyficzny, nie da się go porównać do niczego, co znamy z naszych rejonów. Owoce te początkowo mnie wcale nie zachwyciły (w zeszłym roku mieliśmy tego dużo na ogródku przy domku, w którym mieszkaliśmy), ale po jakimś czasie bardzo je polubiliśmy i feijoa jest teraz dla nas jesiennym rarytasem :)
Feijoa to drzewko, które rośnie sobie w niektórych ogródkach tutaj, często w formie żywopłotu. Owocuje ono raz w roku - jesienią, najsmaczniejsze okazy owoców są późną jesienią. Oryginalnie roślina ta pochodzi z Brazylii, jednak ktoś to kiedyś tu przywlókł i okazało się, że NZ ma idealne warunki, w których drzewko to rodzi duże i smaczne owoce. No i Kiwi to prawie jedyny na świecie naród, który się tym zajada. Poza NZ feijoa można spotkać jeszcze w Kalifornii i w niektórych miejscach w Ameryce Płd. (tak wyczytałam w sieci, gdzie, jak się okazuje, większość stron o tej roślinie jest z NZ). Z ciekawostek, to podobno jednym z częściej wyszukiwanych haseł w google.co.nz. w miesiącach jesiennych jest „feijoa recipes”.
Jak dla mnie feijoa mogłoby być spokojnie takim samym symbolem NZ, jakim jest owoc kiwi (którym nota bene teraz też się zajadamy). Różnica jest taka, że smak kiwi znacie (chociaż tutejsze smakuje trochę lepiej niż to co mamy w Europie), a feijoa to coś, co można sobie posmakować tylko tutaj na miejscu i to tylko przez 2 miesiące w roku.

1 komentarz:

  1. Wiesz co ? Rozmarzyłem się czytając Twój blog ;) Dodaję do obserwowanych!

    OdpowiedzUsuń