piątek, 28 maja 2010

Wilgotno, mokro, deszczowo...

Wielka woda już chyba przechodzi w Polsce. Miejmy przynajmniej taką nadzieję i życzę Wam wszystkim tam żeby jak najszybciej przyszło ciepłe i suche lato. Jakieś dziwne czasy się porobiły – katastrofy, wulkany, powodzie, trzęsienia, tsunami... To już drugi raz w ostatnich miesiącach kiedy można było usłyszeć w NZ o Polsce, niestety w kontekście samych złych wydarzeń – najpierw katastrofa, potem we wiadomościach pojawiły się kilka razy zdjęcia z zalanej południowej Polski.
U nas też mokro się zrobiło i biorąc pod uwagę, że zbliża się zima jeszcze trochę wilgoci zażyjemy w najbliższych miesiącach. Mieliśmy ostatnio (cała NZ) bardzo ciężkie ulewy, są i zniszczone drogi, mosty, i zalane farmy, ale wszystko to nie na taką dużą skalę, w końcu Nowa Zelandia to niezbyt gęsto zaludniony kraj i na terenach, które najbardziej ucierpiały nie ma miast itp. A teraz na płd. wyspie pojawił się nawet śnieg! (wcześnie jak na NZ). U nas w Auckland chyba już te wielkie deszcze przeszły, ale cały czas sporo pada i codziennie kilka razy można przemoczyć się do suchej nitki, a o wywieszeniu prania na dwór nie ma co marzyć. Na szczęście jest całkiem ciepło (w dzień 16-18 st.), słoneczko codziennie raz na jakiś czas wygląda, zdarzają się też całkowicie słoneczne dni z błękitnym niebem, tak więc nie jest źle.
To już nie pierwsza nasza pora jesienno zimowa i wiem, że czeka nas teraz permanentna walka z wilgocią (już się zaczęła, siedzę sobie teraz w towarzystwie szumu odwilżacza, który chodzi non stop), ręczniki, które nigdy nie są ostatecznie suche, jakieś mrówki, które wyłażą jak tylko trochę popada, ciepłe piżamy, dzieci ubrane w kilka warstw ciepłych ciuchów do spania i produkowanie elektrycznymi grzejnikami ciepła, które bardzo szybko ucieka z tych nieszczelnych kiwi domków. Wiem też z zeszłorocznych doświadczeń, że najlepszym sposobem na rozgrzanie się jest wyjście z domu i ruch na powietrzu, to też zaczęłam ostatnio z tego korzystać – jeśli tylko nie pada, rano, przed wyjściem chłopaków funduję sobie półgodzinną przebieżkę – jeśli tylko się przełamiesz, wyjdziesz z łóżka, to zastrzyk energii i dobre samopoczucie gwarantowane na cały dzień :) Ponadto jak jesteś na dworze, jak tylko się przejaśnia, to wybacza człowiek wszystko temu krajowi, bo powietrze świeże, zieleń, zapachy, kwitnące kwiaty (co z tego, że idzie zima, roślinki się i tak zielenią) no i często można się załapać na piękne, ogromne tęcze (jedna taka ostatnio wyrosła z drzewa jakieś 20 m ode mnie, nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam – piękna sprawa).



Jeśli chodzi o nasze dzieciowe tematy, to zaczęliśmy wreszcie na całego tymonowy toilet training. Pierwsze próby pozbycia się pieluch były już podejmowane ponad pół roku temu (nawet z małymi sukcesami), ale nie byliśmy wystarczająco konsekwentni i do teraz synek korzystał sobie z dobrodziejstw pieluch. No ale już wystarczy, od prawie 2 tygodni pielucha to tylko luksus na czas spania. Przedszkole nas wspiera, zmieniają mu tam kilka razy dziennie przemoczone ciuchy no i walczymy :) Ciężki z niego przypadek, nikomu życia nie ułatwia, ale jakoś przez to przejdziemy, już jakieś postępy są. Dobrze, że przedszkole nie robi z tego problemu i też chce uczestniczyć w całym tym zamieszaniu. Z takich ciekawostek przedszkolnych, to otrzymaliśmy od nich ostatnio bardzo ciekawy „dokument”:


Sytuacja wyglądała następująco: synek podczas zabawy uderzył się mocno w głowę - biegł i walnął w drzwi. Nic nadzwyczajnego, zdarza się. Zasady jakie mają nakazują im jednak napisanie raportu, który mówi co się dokładnie wydarzyło, kiedy i jakie środki zostały przedsięwzięte w celu załagodzenia sytuacji (w tym przypadku przytulanie, głaskanie, okłady z lodu i jakiś kremik). No i rodzic/opiekun ma to podpisać i zaświadczyć, że został poinformowany co się wydarzyło. Podpisane i cała sprawa już nie istnieje (z pewnością dla Tymona), ale raport z wypadku na pamiątkę mamy :)
Ja natomiast ostatnio zakochałam się już tak totalnie w tym naszym drugim maluchu. Emilek jest cudownym maleństwem, zadowolonym, uśmiechniętym i nieziemsko spokojnym i cierpliwym. Zazwyczaj grzecznie i spokojnie jakimś jęknięciem daje znać, że czas karmienia, przewijania itp. i cichutko sobie czeka aż ja np. skończę jeść, aż skończymy zajmować się Tymonem, aż wypiję kawę... Znosi też ze stoickim spokojem wszelkie zaczepiania Tymona, jego krzyki, nieustające gadanie i cały ten zgiełk jaki ten jego szalony starszy brat produkuje. Oczywiście zdarza mu się popłakiwać, ma jakieś tam bóle brzuszka czasami, ale znosi to wszystko bardzo dzielnie i ogólnie nie ma z nim żadnego specjalnego zachodu. No i tyle ile się człowiek ma okazję naprzytulać do takiego małego skarba, to już się potem nie zdarza. Z Tymonem możliwe, że było tak samo, ale jakoś tego wtedy nie zauważałam, no bo nie miałam porównania jak to jest ze starszym dzieckiem. A może Emilek to jest po prostu taki wyluzowany i zrelaksowany okaz Kiwi... :)
Dzięki temu, że mamy już jakoś opanowaną tą naszą małą dzieciarnię i zostawienie ich na kilka godzin u znajomych jest możliwe, oraz że są znajomi chętni do wyświadczania takich przysług :), udało się nam nawet wyjść w ostatni weekend do teatru. Byliśmy na świetnym musicalu rodem z Broadway’u. Super rozrywka, rewelacyjnie zaśpiewane i z pomysłem (tytuł "Avenue Q"). W przedstawieniu, obok aktorów, występowały kukiełki podobne do tych, które wszyscy znamy z ulicy sezamkowej. Nie było to jednak w żadnym wypadku przedstawienie dla dzieci – dorosła tematyka, dorosły język i nawet sceny łóżkowe :) Trochę zapomniałam już jak to jest fajnie się trochę czasami ukulturalnić. Na takie rzeczy nigdy nie należy żałować kasy i my obiecujemy sobie, że jak tylko nadarzy się kolejna okazja, to na coś ciekawego się znowu wybierzemy.
I jeszcze jedna ciekawostka – zaroiło się coś ostatnio wokół nas od Polaków, spotykamy ich nagle na każdym kroku (dzisiaj np. w biurze turystycznym obsługiwała nas Polka). Nie wiem o co chodzi, przez cały ubiegły rok spotkaliśmy tylko jedną osobę z Polski, a teraz nagle tłumy. Może powiększa się tutejsza Polonia? No ale o tym to już w jakimś kolejnym wpisie.

1 komentarz:

  1. widzę świetne tresci-blog pełen przydatnych rad.
    zapraszam do domowego spa na chwilę relaksu do mnie:)

    OdpowiedzUsuń