wtorek, 16 marca 2010

Rocznica

No i minął rok od kiedy wyruszyliśmy z kilkoma walizkami na koniec świata. Co tu dużo mówić, minęło jak z bicza strzelił, nie do wiary, że to już tyle czasu!
Jak już pisałam wcześniej, czujemy się tu już mocno zadomowieni, rok to wystarczająco długo, żeby rozeznać się we wszystkim i zacząć funkcjonować jak u siebie. Nasza ostatnia przeprowadzka pokazała nam też, że już naprawdę mocno obrośliśmy w różne rzeczy, sprzęty i ogólnie dobra materialne (na dodatek człowiek cały czas z jakichś dziwnych przyczyn powiększa zasób otaczających go przedmiotów) i z pewnością w 3 walizki byśmy się teraz nie zmieścili :) Poniżej zdjęcia naszego dobytku rok temu i obecnie (do tej przyczepki wyładowanej lodówką, pralką, kanapą, stołami itp. trzeba dodać fakt, że była ona załadowana 2 razy, a oprócz tego nasze 2 samochody też kilkakrotnie kursowały).



Na szczęście przez ten rok nie tylko obrośliśmy w przedmioty, ale też w sporo doświadczeń, wrażeń, pięknych miejsc itd. i to jest to, co nam z tego wszystkiego zostanie. Plus oczywiście zdjęcia :), które ostatnio sobie przeglądałam (sporo tego) mając teraz trochę więcej czasu (już urlopuję sobie, a synek już pełnoetatowo w przedszkolu).
W ostatnim miesiącu sporo jeździliśmy po North Shore szukając mieszkania, miałam też okazję parę razy pojeździć sobie samodzielnie po city. I tu kolejna oznaka zadomowienia – wszędzie człowiek trafia bez problemu, może jechać na oko i dojedzie, różne adresy, dzielnice, nazwy ulic nie brzmią już obco, pozbyliśmy się nawet GPSa, bo do jazdy po regionie Auckland okazuje się być już całkowicie zbędny.
To, że minął rok oznacza też, że mieliśmy do czynienia już ze wszystkimi porami roku w kiwi kraju. Opisywałam tutejsze warunki klimatyczne w miarę na bieżąco, została mi tylko pełnia lata, która właśnie minęła. Pełnia lata to luty. Był to najgorętszy miesiąc w całym roku, momentami było wilgotno upalnie, ale ogólnie raczej przyjemnie gorąco, temperatura niezmienna, codziennie 24-26 stopni, wieczorem ochładza się do 22 stopni. Z perspektywy tego roku tutaj stwierdzam, że najlepsze miesiące w NZ to styczeń i luty, nawet teraz w marcu już się odrobinę ochładza, no i dzień coś się skraca... Ogólnie nasłoneczniłam się wreszcie porządnie, jestem nawet opalona (chyba pierwszy raz tak gdzieś od 3 lat) i szkoda tylko, że nie było mi dane tego super letniego czasu spędzić trochę aktywniej, no ale może to nie było nasze jedyne lato na antypodach :) To co jeszcze jest mocno charakterystyczne dla pełni lata w NZ to, że jest to najmniej zielona pora roku. W tym wiecznie zielonym kraju, gdzie kwiaty kwitną także zimą, lato, jako najbardziej suchy czas w roku przybiera, głównie na trawiastych terenach, żółte, wyschnięte kolory (tak jak u nas, z tą różnicą, że w naszym klimacie są jeszcze dużo mniej zielone pory roku). Podłączona do Rangitoto wyspa Motutapu, normalnie świeżo zielona, w lutym była całkowicie żółta, tak jak zresztą inne trawiaste wysepki w zatoce Hauraki. Aha i jeszcze jedno letnie wrażenie – permanentnie cykające cykady (czy jakiegoś innego rodzaju świerszczopodobne stwory, a może to jakieś małe ptaszki?...). W jakimkolwiek miejscu z kawałkiem krzaczka, drzewka itp. (o co tu nietrudno, bo bujna roślinność jest po prostu wszędzie), przy domach, przy ulicy, w parku, w mieście i poza miastem, przez 24h na dobę (nie przesadzam, nie ma żadnej przerwy o żadnej porze dnia, czy nocy) towarzyszy człowiekowi całkiem głośne cykanie, czy też brzęczenie (nie wiem jak to nazwać). Ma to mocno letni klimat, ale też momentami uświadamia sobie człowiek, że przez dwa miesiące żyje w swoistym hałasie, którego nie da się usunąć (okna cały czas otwarte).


Co jeszcze mogę powiedzieć po roku tutaj? Jest po prostu dobrze. Mamy wreszcie super mieszkanko (to już nasze czwarte miejsce tutaj), w którym od pierwszych dni czuję się jak u siebie. Nic specjalnie na razie nie planujemy (powroty, przeprowadzki, nowe prace czy kraje), bo po drodze trzeba teraz skupić się na naszej powiększającej się rodzince. Jedno jest pewne, kolejny rok tutaj będzie całkowicie inny od tego minionego. I tak naprawdę to już się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć jak to będzie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz