sobota, 31 października 2009

Wiosenne wypady poza Auckland

Wreszcie ruszmy się poza region Auckland. Już po zimie i pogoda trochę lepsza, ale nie jest jeszcze bardzo ciepło, trzeba mieć ze sobą zawsze cieplejsze ciuchy, a o plażowaniu jak na razie można tylko pomarzyć. Ja już naprawdę czekam z utęsknieniem na wygrzewanie się na słońcu, ale wszystko wskazuje na to, że jak przystało na klimat z prawdziwymi czterema porami roku, najpierw czas na 3-miesięczną wiosnę i potem (tak gdzieś w grudniu) przyjdzie ciepłe lato. Chyba się jakoś doczekam :) Pomimo pogody w kratkę zaliczyliśmy już 2 wyjazdowe weekendy. Tak naprawdę, to ta pogoda nie tak bardzo przeszkadza, bo specyfika Nowej Zelandii jest taka, że w ciągu 2-3 dni zalicza człowiek ulewę, wiatry, mgły, piękne, grzejące słońce i błękitne niebo i jeszcze więcej. No taki tu mamy kapryśny klimat i trzeba z tym żyć, a ja nawet stwierdzę, że ma to jakiś swój urok.
Wspomnę, że podróżujemy teraz bardzo komfortowo, bo Michał zrobił nam niezłą niespodziankę i wyposażył naszą powiększającą się rodzinę w nowy samochód, taki prawdziwie rodzinny z 3 rzędami siedzeń itd. (Honda Odyssey). Czyli rozbijamy się teraz niezłą bryką, którą na co dzień dysponuję ja i bardzo sobie chwalę ten fakt :) Pozostając przy temacie samochodów, dodam jeszcze, że znalazło się nasze skradzione Subaru (!!!) Stało sobie przez dwa miesiące zaparkowane na jakiejś ulicy w North Shore (nota bene niedaleko naszego obecnego miejsca zamieszkania) i po pewnym czasie jakiś zatroskany obywatel zainteresował się tym faktem i zgłosił na policję, że to trochę dziwne, że do tego samochodu tak długo nikt nie zagląda i go nie rusza. Auto było zgłoszone na policji, że było skradzione no to zadzwonili, że się znalazło. Cała historia kończy się jednak tak, że nie będziemy już mieli tego samochodu (i dobrze, bo by za dużo tego było), ponieważ firma ubezpieczeniowa stwierdziła szkodę całkowitą i nie będą go naprawiać, tylko oddadzą nam kasę.
Wracając do naszych wyjazdów... Wypad dalej niż 200 km od Auckland wiąże się z tym, że raczej trzeba mieć zaplanowany nocleg, jeśli chce się coś zobaczyć i nie spędzić całego czasu w samochodzie. No to uczymy się jak to wszystko jest tutaj zorganizowane. Oczywiście odpadają nam hostele i różne formy noclegu dla backpackerów (których tutaj jest całkiem sporo), bo z naszym ostatnio trochę rozkapryszonym, marudnym i drącym się szkrabem lepiej nie pchać się w takie miejsca. Najtańszą i najfajniejszą opcją są więc dla nas tzw. holiday parks, które są czymś w rodzaju naszych campingów, z tym że zawsze oferują, poza miejscami na namioty i przyczepy, także domki campingowe. Cenowo w grę wchodzą jeszcze motele i to tyle, bo reszta jest już raczej droga (chociaż raz na jakiś czas może warto sobie na coś bardziej luksusowego pozwolić). W holiday parkach trzeba mieć zazwyczaj swoją pościel i ręczniki (jeśli nie chce się dodatkowo za to płacić), trzeba się też liczyć z tym, że w tańszych opcjach może nie być łazienki w pokoju. Położenie tych miejsc jest zazwyczaj atrakcyjne – nad zatoczką, przy lesie, nad jeziorkiem, z widoczkiem itp. dzięki czemu nocleg w holiday parku ma swój wakacyjny urok. Zapewnione też są zawsze jakieś warunki do gotowania (lepsze lub gorsze, ale akceptowalne) i jak już się przekonaliśmy warto z tego korzystać i samemu sobie coś upichcić wieczorkiem, a to z takiej przyczyny, że w tym zdominowanym przez anglosaską kulturę kraju nie ma miejsc, w których można coś przyzwoitego zjeść. Fish & chips czy hamburgera znajdzie się zawsze, ale jak dla mnie jest to jedzenie akceptowalne tylko raz na jakiś czas i w ciągu 3-dniowego wyjazdu pojawia się zagadnienie co i gdzie zjeść. W bardziej cywilizowanych miejscach (miasteczka liczące więcej niż kilkuset mieszkańców, które tutaj nie są aż tak częste) można znaleźć zazwyczaj jakąś alternatywę, ale że jest to najczęściej restauracja, do której wychodzi się na wyjście wieczorem, ceny dają mocno po kieszeni. Tak więc najlepszą opcją jest być samowystarczalnym pod tym względem i nie być zdanym na łaskę frytek, hamburgerów, czy odgrzewanej pizzy. A najlepiej to być wyposażonym piknikowo i usmażyć sobie kawał mięcha na grillu, które są dostępne na każdym campingu, czy nawet w miejscach postojowych przy drodze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz