niedziela, 5 lipca 2009

Socjalnie vs. rynkowo - moje refleksje przy okazji umowy o pracę

Juhuuu!!! Ogłaszam oficjalnie, że umowa o pracę wreszcie podpisana! Ostatnie dwa tygodnie to już nie były rozmowy kwalifikacyjne i czekanie na decyzje pracodawców czy chcą Michała zatrudnić. Piłeczka była teraz po stronie Michała, który dostał aż trzy oferty pracy i musiał coś wybrać, negocjować warunki itd. Decyzje bardzo ciężkie z naszej strony (piszę „naszej”, bo ja też mocno w tym wszystkim uczestniczę), dużo rozmów, analizowania różnych możliwości, rozpatrywania za i przeciw, zastanawiania się czego tak naprawdę oczekujesz i po co tu jesteś, szukania informacji o takich rozwiązaniach, jak raczej egzotyczne dla nas opcje na akcje, przygotowania się do negocjacji itd. Każda z trzech firm miała coś ciekawego do zaoferowania i każda miała minusy. Michał okazał się być świetnym negocjatorem (oczywiście pomógł mu fakt 3 ofert w jednym czasie i świadomość, że jest w czym wybierać i jak się nie uda w jednej firmie to inna jest w zapasie), udało mu się podbić oferowane wynagrodzenie, decyzje zostały podjęte i… niedługo zostanę sama w domu z dzieckiem na głowie :) Kiedy? – Jak tylko jakiś urzędas w immigration weźmie wspaniałomyślnie do ręki nasze wnioski i przyzna potrzebne uprawnienia (wiza do pracy, rezydent, cokolwiek..). Pracodawca czeka cierpliwie, ale oczywiście chciałby mieć pracownika jak najszybciej, a nam kasa przecież też się przyda.
Te wszystkie doświadczenia przez te miesiące szukania pracy, rozmowy z różnymi firmami, różne oferty i różne proponowane warunki pokazały nam trochę jak to jest z pracą w Nowej Zelandii. Podstawowy mój wniosek jest taki, że jest tutaj raczej inaczej niż w naszej poczciwej, mocno socjalnej Europie. Jest to rynek dużo bardziej liberalny, podobny chyba trochę do amerykańskiego. Co mam na myśli? Ano to, że np. masz tutaj prawo tylko do 20 dni płatnego urlopu wypoczynkowego + kilka dni świąt, których jest tutaj jak na lekarstwo, już na pewno w porównaniu do płd. Niemiec. Podpisujesz umowę na wynagrodzenie całoroczne, masz określony czas pracy, ale raczej nikt nie słyszał tutaj o płatnych nadgodzinach (w Europie przecież ściśle uregulowane prawnie), o jakiś specjalnych dodatkach delegacyjnych itp. Dla nas dziwnie i trochę nieciekawie wygląda też zapis w umowie, że specjalnym dodatkiem jakiego możesz się tutaj spodziewać od pracodawcy jest 5 dni płatnego urlopu chorobowego i to dopiero po pół roku przepracowanym w firmie!. Jest to całkowity standard tutaj, ale dla nas to raczej szokująca myśl, że nie możesz tak sobie chorować, bo nie dostaniesz wynagrodzenia (no dają ci możliwość tych 5 dni słabości, ale potem radź sobie człowieku sam). Nie ma tutaj żadnych obowiązkowych składek typu ZUS, jeśli chcesz sobie odkładać na gorsze dni, proszę bardzo, jest masa rozbudowanych rynkowych produktów, są też specjalne programy wspomagane rządowo, ale wszystko jest dobrowolne. Nie wiem jeszcze jak działa tutaj cały system emerytalny, jak radzą sobie z członkami społeczeństwa, którym się nie powiodło, którzy mają problemy itd., ale ogólnie wygląda to inaczej niż w Europie. Tutaj panuje rynkowa zasada: pracujesz, jesteś silny i zdrowy – odnosisz sukces i masz pieniądze; nie pracujesz, coś ci się w życiu nie udało, spotkało cię nieszczęście – nie za bardzo możesz liczyć na pomoc państwa, wszystko w twoich rękach i masz to, na co zasłużyłeś w życiu. Przekoloryzowałam trochę, żeby pokazać o czym mówię, z pewnością mają tutaj różne systemy pomocy socjalnej (nie natykamy się tutaj na wyraźną biedę itp.), ale jedno jest pewne: nie jest tutaj aż tak socjalnie jak w Europie. My sobie tego nawet nie uświadamiamy i jest dla nas w Polsce oczywistością prawo do chorobowego, do płatnego urlopu macierzyńskiego, do renty itp., a nie wszędzie na świecie tak jest!
Ten liberalizm jednak nie tylko objawia się w postaci mniej rozwiniętych praw pracowniczych itd., z drugiej strony czuć tutaj dużo bardziej rynkowe nastawienie i większą wolność działania. Mniej biurokracji, każdy biznes ma szanse powodzenia, jeśli tylko jest na niego zapotrzebowanie rynkowe. Masz też możliwość spotkania się z mocno zaawansowanymi rynkowo konstrukcjami, jak pakiety akcji, czy opcje na akcje (rozwiązania bardzo popularne w USA, w branży IT przede wszystkim, w Europie rzadkość). Twój wybór - możesz zarabiać początkowo mniej, poświęcać więcej pracy w rozkręcającej się dopiero firmie (start-up), grasz jakby trochę na giełdzie i jeśli firma się wybije, zarobisz krocie, jeśli firmie się nie uda, żałujesz, że nie wybrałeś pracy w firmie bez takich rozwiązań. Ogólnie im bardziej rynkowy system, jest tak jakby więcej możliwości, masz wrażenie, że sporo od ciebie zależy i że robisz to, co zdecydowałeś, a nie to, co system i przepisy prawne zaplanowały. Może to i naiwne z mojej strony, takie myślenie, ale opieram się na swoich wrażeniach i bieżących refleksjach, które będą mi się najprawdopodobniej jeszcze wiele razy zmieniać.
Podsumowując: Co jest lepsze – rozwiązania bardziej socjalne, czy bardziej rynkowe? Trudno mi jeszcze powiedzieć, wiem jednak, że fajnie mieć szansę spróbowania różnych systemów i podejść…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz