niedziela, 21 czerwca 2009

Osiągi Tymona

Dzisiaj krótko, ale chcę na bieżąco pochwalić się wyczynem mojego synka. Byliśmy dzisiaj na plaży Anawhata w Waitakere. To kolejna z plaż po zachodniej stronie, podobna do Piha, Karekare czy Muriwai. To co ją wyróżnia, to że nie podjeżdża się tam blisko samochodem, na poziom plaży, tylko parkuje się na górze (tak gdzieś 150m n.p.m.) i robi się ładny spacerek, jak w górach. Bierzemy cały czas ze sobą na każdą wycieczkę plecak-nosidło, ale okazuje się on być ostatnio całkowicie zbędny. Dzisiaj jednak, gdy zobaczyłam jak wygląda nasza trasa (mocno stroma górka, zalesiona, wąska ścieżka) byłam przekonana, że kawałek i synek idzie na plecy. I tu mnie skarbek zaskoczył. Zeszliśmy calutką drogę, do samej plaży, trzymając tylko Tymonka za rękę, żeby się nie za bardzo rozpędził.
Na plaży byliśmy tak gdzieś z godzinkę, cały czas w ruchu, Tymon zrobił oczywiście 3 razy taką trasę jak my, bo on biega tam i z powrotem i wokół nas itd. Nie rozsiadywaliśmy się tam, bo chociaż świeciło piękne słońce, to silny, zimny wiatr od morza dał nam mocno do wiwatu. Droga powrotna do samochodu tą samą trasą, tym razem pod górkę. Ja już się zabieram do pakowania synka do plecaka, ale Michał stwierdził, że niech kawałek jeszcze idzie, zmęczy się i będzie ładnie spał w samochodzie. No to idziemy. No i synek doszedł sam, na swoich maleńkich nóżkach na samą górę!!! Powtarzam – trasa górska, całkiem strome podejście, a ten szkrab tak po prostu… Bez zadyszki, bez marudzenia, trochę wolniej niż my, ale konsekwentnie i do końca. Jeszcze cały czas nie wierzę, że to zrobił, nigdy nie myślałam, że półtoraroczne dziecko jest w stanie zrobić taką trasę. A tu się okazuje, że nie tylko jest w stanie, ale jeszcze potraktował to jak normalny, codzienny spacer – dłuższy (cała wycieczka 3 godziny), ale po prostu spacer. No to za rok będziemy mogli chyba uderzać na tutejsze górskie trasy…
I jeszcze jedna rzecz z nowości - synek chodzi na wycieczki już ze swoim plecaczkiem. Takim bardziej w stylu miejskim niż turystyczno-sportowym (sami zobaczcie), ale swoje najpotrzebniejsze rzeczy do przetrwania (przekąska) już sobie sam nosi. Niezależność w 100% :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz