poniedziałek, 25 maja 2009

O Polsce

Polska jest krajem, o którym ludzie tutaj gdzieś kiedyś słyszeli (albo im się tak wydaje) i to byłoby na tyle. Nie funkcjonuje tutaj jakiś specjalny stereotyp Polaka, tak naprawdę, to mówiąc ludziom skąd jestem często mam wrażenie, że odpowiadając „aha”, nie do końca wiedzą co to za kraj. Nie mam im tego oczywiście za złe, nie są to przecież nasi sąsiedzi. Zauważam jednak jedno skojarzenie z Polską (jeśli już ktoś jakieś ma). Główny wizerunek Polski w krajach poza Europą (zetknęłam się z tym nie tylko w NZ) to: Polska to kraj, w którym jest zimno. Przykładowe stwierdzenia: 1. Krótka rozmowa z jedną z mam na playgroup, pytam się na jakie owoce jest teraz sezon, pani mi odpowiada i zagaduje „a w Polsce rosną w ogóle jakieś owoce?”. 2. Wymiana zdań z panią obsługującą w jakiejś kafejce, pyta się skąd jesteśmy, poleca kilka miejsc do odwiedzenia, wspomina o południowej wyspie, my mówimy, że teraz to się tam nie wybieramy, trochę za zimno, na co ona „przecież jesteście z Polski”. A kiedy mówi się ludziom, że w Polsce może być ponad +30 stopni, to są szczerze zdziwieni.
Zastanawiałam już się nie raz skąd się to bierze. Z pewnością jedną z przyczyn jest to, że polski klimat rzeczywiście nie należy do najcieplejszych, mamy długą zimę itd. Ale Niemcy mają taką samą pogodę i jakoś nikomu nie włącza się automatyczne skojarzenie „Niemiec = przyzwyczajony do zimna i mrozu”. Myślę, że przyczyny można tutaj szukać w tej naszej nieszczęsnej historii i byciu w bloku krajów komunistycznych. Jesteśmy bardzo łatwo kojarzeni z Rosją, a w filmach szpiegowskich piękne Słowianki chodzą w futrach bądź kożuchach i futrzanych czapach, Słowianie zaś piją wódkę, żeby się rozgrzać. Ponadto funkcjonujący gdzieś obraz ludzi zza żelaznej kurtyny przedstawia się następująco: babulinka w płaszczu i chustce na głowie, robotnicy w kufajkach i ocieplanych czapkach z nausznikami, szare zimowe kolory i ubrania, para wydobywająca się z ust itd. Przyznam się, że nawet ja mam taki wizerunek Rosji, której totalnie nie znam i która na pewno by mnie mocno zaskoczyła. Nie ma w tych obrazach słońca, lata, kolorów, ciepła... No i trzeba ludziom żyjącym po tej drugiej stronie ziemi tłumaczyć, że wiemy co to jest upał, że rośnie u nas wiele przepysznych owoców i że nie jesteśmy aż tak zahartowani, żeby 8 st C uważać za super pogodę wycieczkową.
A z akcentami polskimi spotkaliśmy się w Nowej Zelandii jak na razie dwukrotnie. Jednym z nich są kieliszki z Krosna, z których popijamy sobie czasami winko – szkło z Krosna jest widocznie jedyne w swoim rodzaju, bo nawet na drugim końcu świata jest to znana i ceniona marka. Drugim akcentem jest dżem pomarańczowy, jaki sobie zajadamy na śniadanie. Jest to dżem pakowany w Australii, ale na słoiku można dopatrzyć się napisu „Made in Poland”. Chyba jakiś Łowicz, czy podobny wytwórca produkuje cysterny tego dżemu z hiszpańskich pomarańczy i wysyłają to statkami tutaj (?). A w Polsce dostać dżem z pomarańczy wcale nie jest tak łatwo...

2 komentarze:

  1. Dziwię się, ze się dziwisz. To oczywiste. Biegun i Polak, to to samo słowo. Z czym w takim razie może się kojarzyć Pole-Land?

    OdpowiedzUsuń