sobota, 2 maja 2009

Maori

Wczoraj była niesamowita pogoda - błękitne niebo bez ani jednej chmurki i totalnie przejrzyste powietrze. Nie mieliśmy niestety ze sobą aparatu (nie chce nam się go taszczyć ze sobą za każdym razem, gdy się ruszamy z domu), więc musicie uwierzyć na słowo – Rangitoto było jak na wyciągnięcie ręki i było widać nawet pojedyncze krzaczki tam rosnące, a dalej można było sobie bardzo wyraźnie obejrzeć półwysep Coromandel. Panorama Auckland z naszych okolic też niesamowita. Dzisiaj się zachmurzyło, ale na 2 kolejne dni zapowiadają piękne słoneczko, więc może uda nam się uwiecznić parę widoczków. Jako, że dzisiaj pochmurnie, robimy sobie leniwą sobotę i byczymy się w domu. Zaczęliśmy oglądać „The Sopranos”. Jakoś nigdy wcześniej się za to nie zabraliśmy, a przecież to jeden z bardziej docenionych seriali ostatnich lat. Dopiero się wciągamy, ale zapowiada się nieźle. Siedzimy na kanapie pod kocykiem, grzejniczek obok (zrobiło się dzisiaj jakoś chłodno), Tymonek kręci się wokół nas i jest fajnie. Tymon pobawi się może trochę na podwórku i będzie musiał przeżyć jakoś ten bezruch :) Odbije sobie w następne dni.
Bezruch i nic szczególnego się nie dzieje, więc wspomnę może trochę o swoich luźnych obserwacjach, jakie mi się nazbierały przez pobyt tutaj. Może o Maori. Wiadomo, jest to „rdzenna” ludność wysp Nowej Zelandii. Piszę w cudzysłowiu, bo kiedyś dawno temu oni też dopłynęli tutaj i skolonizowali te wyspy, które w ich języku nazywają się Aotearoa. Przypłynęli najprawdopodobniej z wysp Polinezji. Są jednak rdzenni, bo jak pojawili się tutaj europejscy kolonizatorzy, to witali ich wodzowie maoryscy. Maorysów jest tutaj sporo, nie są rzadkością tak jak np. Indianie w Ameryce Płn. Ich kultura była zagrożona, tak jak indiańska, ale od lat 60-tych XX wieku, powstały różne ruchy mające na celu rewitalizację kultury maoryskiej, język maoryski nie wymarł, ich tradycje i zwyczaje są kultywowane. My niestety nie odróżniamy Maori od Polinezyjczyków, których też tu jest nie mało. Ogólnie struktura etniczna NZ przedstawia się następująco: 78% ludzie pochodzenia europejskiego (w formularzach zaznacza się „europejski Nowozelandczyk”) + inni, 14,6% Maorysi, 9,2% różni Azjaci, 6,9% różni Polinezyjczycy. Te procenty są podawane trochę różne w zależności od źródła, to co napisałam nawet nie sumuje się do równych 100%, bo tak naprawę określenie swojej przynależności etnicznej bywa trudne i często z powodzeniem można zaliczać się do różnych grup. Ale jakiś pogląd to daje. Czyli, jak widać, najwięcej jest tutaj tzw. białych, znacząca grupą są Azjaci, których przybywa i przybywa, no i mamy Maori + Polinezyjczyków. Co ciekawe, nie ma prawie w ogóle czarnych (w znaczeniu takich afrykańskich czarnych), chyba, że my się na nich nie natykamy (są na pewno, ale nie ma ich na tyle dużo, żeby byli bardzo zaznaczającą się mniejszością).
Maori i Polinezyjczycy należą niestety do tych biedniejszych grup społecznych, tak jak we wszystkich możliwych społecznościach zdominowanych przez kulturę europejską. W rejonie Auckland najwięcej mieszka ich w Manukau, jest to jednocześnie „najgorsze” miejsce do mieszkania wg np. wskaźników przestępczości. Ale to oni mają najbarwniejsze i najciekawsze dla nas tradycje i zwyczaje, to oni znają starożytne legendy i także oni tworzą dobrą muzykę (podobnie jak czarni w USA). Nie są oczywiście społecznością zepchniętą do życia w gettach i widać ich ogólnie na ulicach, mają swoją telewizję z programami po maorysku (słucha się tego świetnie), widać ich w różnych programach telewizyjnych i ogólnie są znaczącym „elementem” charakterystyki Nowej Zelandii. A ostatnią edycję tutejszego „Tańca z gwiazdami” wygrał zapowiadacz pogody Tamati, który teraz jest chyba najpopularniejszym Maorysem i prawdziwą gwiazdą (no chyba, że jeszcze jacyś zawodnicy rugby maoryscy, ale na tym to się nie znam jak na razie).
Ogólnie Maori są duzi (uogólniam, bo drobne osóbki na pewno też się znajdą). Mężczyźni są wysocy i dobrze zbudowani, takie „byczki” :), kobiety bardzo ładnie okrągłe, a z wiekiem grubawe. Widać, że te ich gabaryty są cechą ich populacji, nie wygląda to jak jakaś chorobowa otyłość, ale może się mylę. Mają ładną, ciemną karnację i czarne włosy. Kobiety często mają piękne długie, proste włosy, które można zestawić z jakimiś egzotycznymi kwiatami i wyglądałoby jak z obrazka :).
Jak już wspominałam, język maoryski brzmi bardzo ładnie. Jest melodyjny, słowa mają dużo samogłosek. Co ciekawe dla nas Polaków, wymowa maoryskich słów jest dla nas bardzo prosta, w przeciwieństwie do osób anglojęzycznych. Ogólnie głoski wymawia się tak jak w polskim, z tą różnicą, że „w” wymawia się jak „ł”, a „wh” = „f”. I to dla nas cały kurs wymowy maoryskiego. Czyli Karekare, Piha, Rotorua, Rangitoto itd. itp. możecie z powodzeniem czytać tak jak jest napisane :) No i dla nas poprawna maoryska wymowa tych nazw jest oczywistością, co niektórych tu dziwi, że np. wymawiamy nazwę przylądka Reinga od razu bez problemu :) Utrudnieniem jest to, że tak naprawdę, żeby się tu komunikować, to trzeba znać tą pokaleczoną, zangielszczoną wymowę maoryskich słów i chcąc być zrozumianym, na Karekare mówi się coś w stylu „Kerikeri” itd. Tyle w tym dobrego, że Tymonek, który jak się ostatnio dowiedzieliśmy nie mówi jak anglojęzyczne dziecko (chociaż po polsku to on nie gada), będzie bez problemu mógł opanować maoryski :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz