sobota, 9 maja 2009

Dzień Matki

Co roku, zawsze w drugą niedzielę maja, obchodzi się tutaj Dzień Matki. Jakoś podobnie było w Niemczech i chyba na tej dacie podobieństwa się kończą. W Niemczech było tak jak po polsku, czyli w ten dzień dobrze spotkać się z mamą na niedzielnej kawie lub chociaż zadzwonić, można kupić kwiatka, czy czekoladki, dzieci przygotowują specjalne laurki i to byłoby na tyle. Tutaj natomiast to istne szaleństwo. O tym święcie słyszymy już chyba od miesiąca (radio, telewizja, reklamy wszelkiej maści itp.). Z moich obserwacji wynika, że jest to dużo większa okazja i święto niż niedawna Wielkanoc. Po drodze mieliśmy jeszcze ANZAC Day (taki ichniejszy 11 listopada), ale też nie było to nic specjalnego. A ten ich Dzień Matki to porównałabym chyba do Bożego Narodzenia! (no chyba, że Christmas to jeszcze większe szaleństwo, ale jeśli tak, to lepiej nie brać w tym udziału i uciekać jak najdalej). Początkowo planowaliśmy nawet jakoś sobie obchodzić ten dzień, ale raczej zrezygnujemy, bo wszelkie odmiany słowa „mother” już nam naprawdę bokiem wyszły. Wystarczy mi miły upominek zrobiony ręcznie przez inną mamę prowadzącą zajęcia zabawowe dla maluchów i tyle. Dla mnie laurka to jest Dzień Matki i niech tak zostanie :)


Na czym polega to tutejsze „dniomatkowe” szaleństwo? Przede wszystkim na tym, że z tej okazji kupuje się prezenty. I to bynajmniej nie czekoladki (chociaż oczywiście są dozwolone jako upominek), ale mega prezenty jak na gwiazdkę. Prezentem, wg atakujących nas z każdej możliwej strony reklam i akcji promocyjnych, może być dosłownie wszystko, poczynając od drobiazgów typu notesik, mydełko, zestaw solniczka i pieprzniczka, poprzez płyty, ręczniki, ciepłe piżamy, lampy, tostery, karnety na różne usługi, na lodówkach, komputerach i wycieczkach na Fiji kończąc. Każdy możliwy produkt reklamowany jest od co najmniej trzech tygodni w kontekście zbliżającego się Dnia Matki. Każdy możliwy sklep, centrum handlowe i jakiekolwiek biznesy (nie wyłączając np. warsztatów samochodowych, czy sklepów z grzejnikami) mają jakieś promocje i zniżki. I niestety nie można się opędzić od smutnej refleksji, że w całym tym zamieszaniu chodzi tylko o kupowanie i jest to jedna wielka, zwariowana akcja marketingowa.
Ten cały marketing i ta otoczka zakupowa jest dla mnie nie do zaakceptowania, ale z drugiej strony rozumiem też dlaczego akurat Dzień Matki jest taką wielką okazją do świętowania. W tym wielokulturowym i mocno zlaicyzowanym społeczeństwie nie ma zbyt wielu okazji i świąt, pod które może „podpiąć się” każdy. A przecież ludzie potrzebują okazji do spotkań rodzinnych, tradycji itp. No i ta okazja się idealnie do tego nadaje, bo wręcz każdy, niezależnie od pochodzenia, wyznania, koloru skóry, czy wieku może obchodzić Dzień Matki. Każdy jest czyimś dzieckiem, z wiekiem większość ma też swoje dzieci i w każdej możliwej kulturze mama (czy tego chce czy nie) ma rolę osoby będącej czymś w rodzaju fundamentu rodziny. I jeśli spojrzeć na to zamieszanie jak na święto rodzinne i okazję do odświętnego obiadu, to niech sobie Kiwi nie żałują i świętują :) Ciekawe czy mają Dzień Dziecka, a jeśli tak, to jak to wygląda? ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz