poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Trekking i świńska grypa

Pogoda ostatnio szaleje. Dzisiaj na przykład mamy letnią temperaturę około 22 st i jest wilgotno gorąco. O tej porze roku jest zazwyczaj podobno inaczej, ale widocznie jakoś trafiliśmy na osobliwą jesień :) Noce ostatnio też nie są chłodne, synek już nie musi być ubierany w 3 warstwy do spania. Ale ogólnie jest kompletnie inaczej niż jak przyjechaliśmy. Wietrzniej, mokrzej, a błękitne niebo widujemy już dużo rzadziej (co niestety wpływa na jakość zdjęć). Drzewa zmieniły kolory, na naszej ulicy dużo żółto-czerwonych kolorków, gdzieniegdzie czerwieni się jarzębina, ale nie wygląda to też w żadnym wypadku jak nasza europejska jesień, bo pomiędzy tymi kolorowymi drzewami co chwilę jakaś palma, jakaś juka itd. Przez padające ostatnio coraz częściej deszcze, zakwitło też sporo różnych kwiatków. Niestety nie znam się na tym za bardzo i nie potrafię przytoczyć co to za kwiatki, ale większość wygląda znajomo, w naszych ogródkach widuje się podobne. Zapowiadają teraz już więcej deszczów i mają być silniejsze wiatry. No zobaczymy jak to tu wygląda. Aha, taką też całkiem istotną różnicą, wskazującą na późną jesień jest coraz krótszy dzień. Jak tu przyjechaliśmy, ciemno robiło się o 8 wieczorem, teraz już o 6 jest całkowicie ciemno.
Planowaliśmy w ostatni weekend zrobić sobie jakąś porządniejszą wycieczkę z noclegiem. Niestety kilka ostatnich dni było mocno zachmurzonych, popadywało, wiało itp. i daliśmy sobie spokój z dalszą turystyką. Spędziliśmy jednak ten weekend aktywnie. Zaczęliśmy więcej chodzić i robić sobie trasy trekkingowe w pobliskich parkach krajobrazowych. Nie są to żadne wielkie, całodniowe wypady, ale na takich 1-2 godzinnych trasach też da się nieźle zaprawić w chodzeniu. Tym bardziej, że tutaj nigdzie płasko nie jest i gdziekolwiek się człowiek nie ruszy to trzeba mieć na uwadze wchodzenie pod górkę. Nowością jest to, że Tymon coraz chętniej sam uprawia trekking. Nie trzeba już go w żadnym wypadku cały czas mieć w plecaku. Część trasy robi sam, idąc obok nas lub za nami, część za rączkę. I nawet nas specjalnie nie spowalnia, bo zasuwa całkiem nieźle, pod górę, z górki, w międzyczasie schyli się po kamyczek, zrobi kółko, wejdzie na wystający pieniek, jak jakiś jest, itd. A jak zaczyna za bardzo się ociągać, to do plecaka i idziemy dalej.
Krajobrazy wszędzie podobne - zielone pagórki, w dolince jakiś lasek w stylu małej dżungli, z górki widok na morze i pobliskie wyspy, teren poprzedzielany płotami pod prądem (to trochę utrudnienie, gdy się Tymona puszcza samopas), ponieważ wszystko to, to nie tylko tereny rekreacyjne, ale także pastwiska. Na owce i krowy trafiamy ostatnio coraz częściej. I jakiś paw też się czasami znajdzie. Tymon, to nawet chyba odkrył swoje powołanie i z chęcią krowy by pasł…



Widać, że zmiana pogody tutaj, to nie jest przyczyna do zaprzestania aktywności. Co z tego, że pada – trzeba założyć odpowiednie ciuchy i można spędzać czas na dworze. Musimy sprawić Tymonkowi kalosze i kurtkę nieprzemakalną i to dopiero będzie zabawa :) A dzięki temu, że wieje, wylegli ostatnio na plaże amatorzy bardzo ciekawego sportu, mianowicie kite boardingu. Latawiec i kawałek deski, trochę wiatru i fale. Mieliśmy okazję kilku takich ostatnio obserwować i się zafascynowałam. To chyba trochę jak snowboard, ale połączone z lataniem (!). Muszę kiedyś czegoś takiego spróbować!
Żeby być na bieżąco, wspomnę jeszcze o tej świńskiej grypie. No tak, jakimś dziwnym trafem dotarła ona tak szybko po Meksyku i USA, nie do Anglii, nawet nie do Australii, tylko akurat na ten koniec świata, jakim jest NZ. No i na całym świecie pojawiła się Nowa Zelandia w newsach. Tutaj to oczywiście też temat numer jeden, ale żadnej paniki nie widać. Media widocznie nie mają misji przestraszyć wszystkich i rozdmuchać tego wydarzenia do nie wiadomo jakich rozmiarów. Rozmawiałam dzisiaj na muzykowaniu z maluchami z jedną mamą, i przekonałam się, że oni podchodzą do takich zagadnień bardzo na spokojnie. Oczywiście dziwią się, że to się tak szybko u nich pojawiło, przecież są tak mocno odizolowanym krajem, ale mocno ufają swoim służbom medycznym i procedurom rządowym i przede wszystkim cieszą się, że tak szybko to zostało wykryte i zostały podjęte od razu środki mające przeciwdziałać jakimkolwiek epidemiom. Zainfekowani uczniowie (nikt jeszcze na 100% nie potwierdził, że to jest ta grypa) są odizolowani, ludzie przylatujący z Ameryki są dokładnie informowani, że mają zgłaszać jakiekolwiek objawy, są też badani i wygląda na to, że sytuacja jest pod kontrolą. Ponadto fakt, że NZ jest krajem o małej populacji działa tutaj na korzyść i łatwo jest to wszystko ogarnąć – w samym mieście Meksyk mieszka 7 razy więcej ludzi niż w całej NZ. Żeby wszystkich uspokoić - ogólnie my nie mamy żadnych objawów grypowych i nikt wokół nas nie ma. Jak na razie nie widać żeby jakaś grypa na nas czyhała. A oczywiście niech WHO działa i przeciwdziała groźbie pandemii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz