wtorek, 7 kwietnia 2009

Najlepsze miejsca do życia

Po tych blisko trzech tygodniach spędzonych w Auckland i po dwóch latach w Ulm już chyba wiem o co chodzi w tym rankingu najlepszych miejsc do życia.
W zeszłym roku natknęliśmy się na ranking Mercera. Można poczytać sobie na stronie http://www.mercer.com/referencecontent.htm?idContent=1307990#Top50_qol (niestety po angielsku, ale tabelkę każdy chyba rozumie :) Jest to zestawienie dużych miast z całego świata porównujące je pod kątem ogólnie rozumianej jakości życia. Na piątym miejscu jest Auckland po Zurichu, Wiedniu, Genevie i Vancouver. Spójrzcie też na pierwszą dziesiątkę (Brno, Monachium, Frankfurt, Dusseldorf). Oczywiście można powiedzieć, że są to po prostu najbogatsze rejony na świecie i tam się dobrze żyje. Ale nie, to nie o to chodzi. A gdzie Londyn, Los Angeles, Nowy Jork, Paryż ...? To co mi się rzuca w oczy to, że sporo tych miast jest w pobliżu Alp i też, że w rankingu jest dużo miast z niemieckiego kręgu kulturowego. No i w to wszystko wmieszało się to Auckland, jest Vancouver, Sydney i Wellington (stolica NZ). Już tłumaczę jak to moim zdaniem działa.
Taką bardzo odczuwalną rzeczą jest dostępność miejsc do spędzania wolnego czasu. Tutaj w Auckland mamy masę plaż, ale jakby tego było mało, przy każdej jest park zieloniutki, z placami zabaw, z ławeczkami, ze specjalnymi miejscami do piknikowania itd. Ponadto w całkowicie bezpośrednim zasięgu miasta (30 min jazdy samochodem) mamy 25 parków krajobrazowych (to są już tereny, gdzie się nie mieszka, jest tam dziko, są trasy trekingowe itd.). Ludzie tutaj uprawiają dużo sportów, spacerują i ogólnie spędzają czas na powietrzu (jest do tego odpowiednia infrastruktura). Nie ma grubasów, ogólnie ludzie wyglądają na zdrowych i zadowolonych. W weekend masz ogromne spektrum miejsc gdzie możesz pojechać połazić, popływać, pozwiedzać lub po prostu posiedzieć na trawce. Masz co robić i gdzie wyjść z dzieckiem. My jak na razie nie wypuszczamy się nawet jakoś specjalnie daleko z Auckland, bo i tak codziennie jesteśmy na plaży, mamy gdzie łazić z Tymonem, codziennie odkrywamy nowe miejsca, co jedno to lepsze i mieszkając w dużym mieście czujemy się jak na super wakacjach. No i podobnie było gdy miało się Alpy w zasięgu, gdy w mieście była sieć ścieżek rowerowych, parki nad Dunajem itd.
Oczywiście trzeba mieć w takim miejscu pracę i miejsce do mieszkania, ale cały trik polega na tym, że na szczycie tej listy znajdują się miasta, gdzie ta praca jest :) Jest też bezproblemowy dostęp do wszystkich usług, rozwinięta opieka medyczna, socjalna itd. Czyli wszystko wskazuje na to, że jak już zwiedzimy Nową Zelandię, to będzie czas na … Kanadę? :) (no może po drodze jeszcze Australia).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz